2) Relacja: Hiszpania 2007

HISZPANIA 2007

Kiedy tylko dowiedziałem się że po sesji zimowej mam tydzień wolnego, od razu stwierdziłem że muszę odreagować. W związku z tym, że jak powszechnie wiadomo luty w naszym kraju nie jest zbyt przyjemnym miesiącem (zwłaszcza jeśli nie ma śniegu) a na wypad na rower jednak trochę za zimno, stwierdziłem że lecę na południe. Po kilku godzinach spędzonych na ryanair.com i temu podobnych wybór padł na Jerez de la Frontera. Miasto położone na samym południu Hiszpanii, 50 km od oceanu i… ok. 100 km od Sewilli – ponoć najcieplejszego miasta w Europie.

Przygotowaliśmy się na typowy wyjazd niskobudżetowy. W planach dwie noce na lotnisku we Frankfurcie, jedzenie w plecaku, śpiwory i… dobry nastrój

.

Już na lotnisku w Krakowie rozbawił nas celnik:

- Dlaczego ma Pani dziurawy paszport?

- W ambasadzie Indyjskiej w Pakistanie przyszywali do niego jakieś papiery…

- Yyyy…zanim zdążył coś powiedzieć przy okienku znalazła się następna osoba. Na nieszczęście byłem nią ja i oczywiście Paszport musiał otworzyć się na wizie Pakistańskiej…

- A co robiliście w Pakistanie?

/nie jestem w stanie opisać tonu jakim to powiedział – niby od niechcenia a widać ze jakoś bardzo go to intrygowało/

- Brakło mi odwagi na odpowiedź którą miałem na końcu języka „przysiegałem na Allaha dochować tajemnicy”. Spokojnie odpowiedziałem że byliśmy na wakacjach, na trekkingu. W Jerez w dniu naszego przylotu zaplanowane było spotkanie na szczycie, którego głównym tematem miała być walka z terroryzmem

Po ulewnej nocy we Frankfurcie o 10 wysiedliśmy w Jerez. 20’C, typowy śródziemnomorski zapach i rosnące wszędzie pachnące pomarańcze…

Tego samego dnia dotarliśmy do Sewilli. Alcatraz to coś w rodzaju zamku, z jakim można się spotkać w każdym większym hiszpańskim mieście, jednak z pewnością nie w każdym robi takie wrażenie jak w Sewilli.

Także ogromna katedra, w której pochowano Kolumba (nie wiadomo tylko na pewno czy tego, który odkrył Amerykę czy jego syna – no ale na pewno Kolumba) robi niesamowite wrażenie. Wieczorna wycieczka po mieście, występ flamenco oraz sangria dopełnia dnia.

Następnego dnia pojechaliśmy do Cordoby. Budowany na przełomie VIII i X wieku ogromny (179×128 metrów !) meczet (obecnie katedra) zrobił na mnie niewiarygodne wrażenie. Coś naprawdę niesamowitego!!!

Powrót przez Sewille i do Cadiz (uroczego miasteczka nad oceanem). Podróż miejscowymi „pekaesami” zupełnie nie przypomina transportu w Pakistanie, jednak dreszczyk emocji również obecny. Gdy kierowcę zagada się o polityce, potrafi przez 15 sekund gestykulować klaskać i obracać się na współrozmówców nie trzymając kierownicy, jadąc 130 km/h na łuku autostrady… rzeczywiście bezstresowy naród… no i wszechobecne MANAAAANA :D

Popołudniowy spacer po Cadiz, karnawał w gorącej Hiszpanii i czas wracać do Jerez na nocleg. Rano autobus na lotnisko :(

Aż wierzyć się nie chce ile wrażeń z 4-dniowej wycieczki… Przede mną tylko 20 godzin we Frankfurcie i… znowu nauka na poprawki ;P

WARTO.

Plan naszej podróży:

Napisz odpowiedź