Warto czekac na takie chwile :)
W koncu nadszedl czas, ze moge cos napisac.
Lezac w mokrym lózku, w smierdzacym i zagrzybialym pokoju, po calodziennej wyciecze, po której nie udalo mi sie jeszcze wyschnac ani zagrzac, z przemoczonym plecakiem, staram sie myslec pozytywnie. Ale po kolei…
Po 3 tygodniach „praktyki” polegajacej zwiedzaniu Hyderabadu i okolic w celu napisania ksiazki/przewodnika promujacego rejon – czyli sredno jednodniowym wyjezdzie poprzedzonym 3 lub 4 dniowym odpoczynkiem po poprzednim wyjezdzie powiedzialem dosc! i posatwilem ruszyc w swiat. W koncu po to tu przyjechalem. Po kilku deszczywch bezczynnych dniach po prostu kupilem nocny bilet do Bangalore. Po calodziennej wycieczce (5 rano – 8 wieczor) polegajacej na 6 godzinach jazdy w jedna strone, zobaczeniu kompletnie nieinteresujacej swiatyni i 6 godzinach powrotu bylem pewien ze podjalem sluszna decyzje.
Poczatkowo mialem jecahc z Erika (Rumunia), z która wspolnie namówilismy na wyjazd Korada (Australia), jednak po calodniowej wycieczce Erika zrezygnowala, wiec o godz 10 wieczor siedzielismy juz z Konradem w autobusie do Bangalore. Kiedy po kilkunastu minutach okazalo sie ze nasz autokar przecieka a mi na nos coraz czesciej kapie woda zaczalem zastanawiac sie jak z taka ulewa poradza sobie nasze plecaki… Nie poradzily sobie. Nie jest zbyt milo miec kompletnie mokry plecak i musiec uwazac gdzie sie go stawia, poniewaz po chwli tworzy sie pod nim wielka kaluza. Po wykreceniu spiwora i kilku ciuchow bylem naprawde szczeliwy ze w koncu cos zaczelo sie dziac. Znalezlismy autobus do Ooty (Gorska miejscowosc ok. 2100 mnpm , o znacznie chlodniejszym klimacie) i po blisko godzinie jazdy dojechalismy na kolejny dworzec autobusowy w Bangalore. Powiedziano nam ze musimy zmienic bus, okazalo sie ze to ta sama stacja z ktorej wyruszyliœmy godzine wczesniej, lecz albo kierowca stwierdzil ze w sumie nie ma ochoty na podroz, albo stwierdzono, ze autobus trzeba umyc. A moze po prostu polaczyli dwa autobusy o 10 i 11 w jeden (choc o 10 byl podobno osattni)? nie wiem i nie chce wiedziec. Po blisko godzinie wsiedzlismy w kolejny autobus i ruszylismy.
Droga Mysore – Ooty po prostu niesamowita. Oszalamiajace widki, pola herbaciane, panorama zmieniajaca sie co 5 minut i autobus wijacy siê po serpentach, mijajac inne pojazdy z niesamowita precyzja.
O 19 wieczor, czyli pocalym dniu calej nocy i calym dniu wysiadamy w Ooty i mam wrazenie ze pierwszy raz od miesiaca nie czuje znuzenia. Obydwoje stwierdzilismy, ze dla samej pordozy, która miala byc meka przed czyms fajnym, warto bylo tu przyjechac. Znajdujemy „schronisko mlodzie¿owe” i udaje sie nam wypozyczyc skuter. Nic wiecej do szczescia nie potrzeba.
Budzimy sie przed 5 i jedziemy przed siebie. Zimno, mzawka, ciemno ale jedziemy. I to wcale nie na sile. Po niecalej godzinie deszcz przestaje padac, robi sie coraz „mniej zimno” i zupelnie jasno. Widoki niewiarygodne. Wszedzie dookola nas góry porosniete herbata, magiczna atmosfera, po prostu niewiarygodnie. Kiedy po kilku godzinach zaczynamy wracac, zaczyna pojawiac sie mgla chmury i… autobusy z przeciwka jadace z turystami w miejsca widokowe z których my wlasnie wracamy:)
Wracamy do miasteczka w kopletniej mgle i w deszczu zmarznieci przemoczeni i niesamowicie szczelsiwi. Zrobilismy ponad 100 km po okolicznych gorach i chyba z miliard zdjec.
Korad powiedzial ze mimo 3 dni podrozy caly czas czuje sie czystszy niz nasza lazienka i rezygnuje z kapieli, ja jednak postanawiam zagrzac sobie 3 kubki goracej wody (moja magiczna grzalka i kubek sa nieocenione) i umyc sie przed snem. Jutro rano Konrad wraca do Hyderabadu, a ja jade z nim do Mysore, a pozniej jeszcze nie wiem – albo Kochi (Kerala) albo Goa, albo jeszcze cos innego. Poki co leze prawie czysty w prawie suchym lozku, prawie nie smierdzi i jestem naprawde niesamowicie szczeliwy. I wcale nie musze sie zmuszac do pozytywnego myslenia.